Victim Blaming: Co to jest i jak zapobiegać obwinianiu ofiar?
Kiedy coś złego się komuś przytrafia — kradzież, napad, molestowanie, przemoc domowa — oczekiwalibyśmy współczucia, wsparcia i zrozumienia. Niestety, rzeczywistość potrafi zaskoczyć jak niechciany wujek na weselu. Zamiast wsparcia, ofiara nierzadko słyszy: A po co tam szłaś?, Zobacz, jak byłaś ubrana, Trzeba było nie pić tyle na imprezie. I boom — wkraczamy w świat zjawiska znanego jako victim blaming. W skrócie: masz problem? To pewnie twoja wina. Brzmi absurdalnie? Owszem. Ale niestety, dzieje się to częściej, niż powinno.
Victim blaming – co to właściwie jest?
Zapnijcie pasy, bo lecimy w psychologiczną podróż. Victim blaming co to tak naprawdę znaczy? Najprościej mówiąc, to zjawisko polegające na obwinianiu ofiar za krzywdy, które ich spotkały. Zamiast kierować gniew czy frustrację na sprawcę (logiczne, prawda?), niektórzy wolą dopytywać ofiarę: A dlaczego nie uciekłaś?, A może jednak prowokowałaś?. To trochę jakby oskarżać kierowcę auta, że został potrącony, bo miał za ładne felgi.
Brzmi niedorzecznie, ale mechanizm ten jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze. W grę wchodzą stereotypy płciowe, społeczne schematy i przekonania o właściwym zachowaniu. Przerażające? Tak. Dlatego ważne jest, by o tym mówić i działać.
Dlaczego to robimy? Bo łatwiej nam tak żyć
Nikt nie chce myśleć, że coś złego może spotkać kogokolwiek — bo to oznacza, że może też spotkać nas. Psychologowie tłumaczą, że victim blaming wynika często z tzw. teorii sprawiedliwego świata. Chcemy wierzyć, że świat jest bezpieczny i sprawiedliwy, a złe rzeczy przytrafiają się tylko tym, którzy jakoś sobie na to „zasłużyli”. Jeśli ofiara została napadnięta, to pewnie nie zachowała wystarczającej ostrożności. A my? Przecież jesteśmy ostrożni, więc jesteśmy bezpieczni. Tada! Fałszywe poczucie kontroli gotowe.
Inną przyczyną jest potrzeba utrzymania status quo. Jeśli system społeczny nagle okazuje się krzywdzący, trzeba by było coś zmienić — a to już kosztuje więcej niż szybkie „sama sobie winna”.
Victim blaming i kultura patriarchatu – duet (nie)idealny
Nie można pominąć faktu, że victim blaming szczególnie dotyka kobiet. System patriarchalny, który tak kocha stereotypy, uwielbia rzucać tekstami z cyklu: porządna dziewczyna by tak nie zrobiła, zachowywała się wyzywająco, szukała przygód. Można by pomyśleć, że żyjemy w średniowieczu, ale nie — to XXI wiek, a podobne teksty pojawiają się w sądach, mediach i komentarzach w social mediach. Czasem wystarczy przeczytać artykuł o ofierze gwałtu i zjechać do sekcji komentarzy, by otrzymać niezaproszoną dawkę mizoginii. Smutno? Pewnie. Ale też motywująco — by działać.
Jak zapobiegać obwinianiu ofiar (czyli: jak być lepszym człowiekiem)?
Dobre pytanie! I dobra wiadomość: można się tego nauczyć. Zacznijmy od podstaw:
- Słuchaj, nie oceniaj. Jeśli ktoś dzieli się swoją historią, nie potrzebuje twojego śledztwa ani detektywistycznych teorii. Potrzebuje empatii.
- Unikaj języka sugerującego winę. Zamiast pytać Dlaczego tam poszłaś?, lepiej powiedzieć To straszne, co cię spotkało.
- Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Dziel się wiedzą na temat victim blaming co to i walcz ze stereotypami – zarówno online, jak i offline.
- Zwracaj uwagę innym. Jeśli zauważysz, że ktoś rzuca komentarzami rodem z ery dinozaurów, zareaguj. Czasem jedna uwaga potrafi zasiać ziarno refleksji.
Dajmy ofiarom prawo do przeżywania – bez sądu i ławników
Nie, nikt nie prosi się o przemoc. I nie, krótka spódniczka nie jest zaproszeniem do agresji. Każdy ma prawo do swobodnego życia bez strachu przed oceną czy atakiem. Ofiary powinny czuć się bezpiecznie, mówiąc o swoich doświadczeniach — bez ryzyka, że zostaną rozebrane na części pierwsze w komentarzach. To nie reality show. To prawdziwe życie.
Pora więc skończyć z szukaniem winy po niewłaściwej stronie. Bo choć seriale detektywistyczne są fajne, to w rzeczywistym świecie lepiej być człowiekiem niż samozwańczym Sherlockiem z Facebooka.
I choć temat jest poważny, nie musi być tabu. Im więcej się mówi, tym większa szansa na zmianę. Zaczynajmy od siebie — bo lepsze społeczeństwo nie zrobi się samo. A victim blaming, tak jak dzwoniący telemarketer po 21:00, zasługuje tylko na jedno: definitywne pożegnanie.